Użytkowników online:
- Język Polski
- » Starożytność
- » Średniowiecze
- » Renesans
- » Barok
- » Oświecenie
- » Romantyzm
- » Pozytywizm
- » Młoda Polska
- » XX-lecie
- » Współczesność
Jest to fragment z mojego opowiadania o Bolesławie Śmiałym.
Biskup z Krakowa buntownik i zdrajca Króla Bolesława Śmiałego
"Jak zaś doszło do wypędzenia króla Bolesława z Polski, długo byłoby o tym mówić; tyle wszakże można powiedzieć, że sam będąc pomazańcem [Bożym] nie powinien był [drugiego] pomazańca za żaden grzech karać cieleśnie?Wiele mu to, bowiem zaszkodziło, gdy przeciw grzechowi grzech zastosował i za zdradę wydał biskupa na obcięcie członków. My zaś nie usprawiedliwiamy biskupa zdrajcy, ani nie zalecamy króla, który tak szpetnie dochodził swych praw" Kim był ten nieznany biskup? Co robił w otoczeniu króla? Jaką sprawował funkcję i czym się zajmował? Czy był metropolitą krakowskim? Czy był biskupem jakiejkolwiek diecezji? Na te i wiele innych pytań nie ma odpowiedzi a z przytoczonego fragmentu kroniki Gala wiemy tylko, że nieznany biskup z otoczenia króla zdradził go, za co został skazany na obcięcie członków i śmierć.Najpełniejszą charakterystykę obecnego stanu wiedzy o tym biskupie dał w swej powieści Żywoty Świętych Zbigniew Mikołejko. Pisze o tym biskupie miedzy innymi tak: "Wiemy, zatem, że biskup był zdrajcą. Historycy zaś domyślają się i to zasadnie,że spiskował z Niemcami, Czechami, by osadzić na polskim tronie pozbawionego zupełnie charakteru Władysława Hermana brata Króla, którym mógł rządzić, kto chciał, choćby kochanek jego żony Judyty Halickiej Sieciech. Wiemy też, że król zgodnie z prawem nakazał biskupa po prostu stracić, nie zaś, że go zabił osobiście albo wziął bezpośredni udział w zabójstwie. Wiemy wreście, że to przyspieszyło podobno obalenie monarchy. Wiemy też, że król to nielada gwałtownik. Reszta jest literaturą i splotem wymyślonych zdarzeń w postaci kultu" Wiadomym jest też, że na usilne zabiegi biskupów polskich w 1253 r, więc dokładnie w 174 rocznicę śmierci, papież Innocenty IV kanonizował tego nieznanego biskupa na świętego, który miał już wówczas przez legendę ustalone imię Stanisław. Kanonizacja była trudna do przeprowadzenia, bowiem poraz pierwszy w procesie kanonizacyjnym występował Adwocatus Diaboli, co spowodowało w pierwszym podejściu odrzucenie wniosku o kanonizację, podobno ze względu na zbyt mizerne cuda. No to wówczas pokazano papieżowi, co ten święty potrafił i przypisano mu takie cuda, których mógł dokonać tylko sam Bóg. Wierzymy, co mówią nam kapłani o św. Stanisławie a to przecież tylko mit.Mikołejko pisze: "Nie znamy ani z imienia danego przyszłemu świętemu na chrzcie ani jego imienia pogańskiego, pod którym przeszedł do legendy i następnie do historii – Gal nie wspomina tego imienia. Nie wiemy, więc rzeczy podstawowych – czy był zakonnikiem, czy księdzem świeckim, Polakiem czy cudzoziemcem, jakiego był rodu i jakie biskupstwo piastował, czy pochodził ze Szczepanowa i czy był doprawdy synem Magnusa Wielisława oraz Benigny – Bogny. Tak, więc jakiś Piotrowin musi zostać wywleczony z grobu niczym Łazarz, aby zaświadczyć o słuszności biskupich praw do jakiejś wsi, choć wiadomo jak Bolesław Śmiały szafował dobrami na rzecz Kościoła.Tak, więc musi domniemany Stanisław rzucać domniemaną klątwę na zbrodniczego króla, chociaż milczy o tym jedyny świadek Gal Anonim.Tak, więc musi zostać zabity przez króla przy ołtarzu.Tak, więc musi zadziałać na jego korzyść więcej cudów niż na innych polskich świętych. Tak, więc musi popłynąć w niebiosa, dorównać świętemu Wojciechowi, aby później stać się patronem całej Polski.Tak, więc grób jego musi stać się ołtarzem ojczyzny, „sercem polskości”, fundamentem narodowego i religijnego bytu, stać się fundamentem walki o Polskę katolicką i moralną.Tak, więc musi pozostać polityczno religijnym fantazmatem, który – niczym cienie u Homera, żywi się posoką, krwią polskich dziejów, wciąż na nowo, na nowo, w blasku ołtarzy, pieniach procesji, w mocy churałów".
Wielu historyków uważa że, św. Stanisław objął Metropolię Krakowską po śmierci arcybiskupa Lamberta II [Suły]. Jego rodowód zaś związany jest z rodem Turzynów i wsią Szczepanowo. Godność biskupa zawdzięcza królowi a ułatwiło podobno mu tą drogę pokrewieństwo z pierwszą żoną brata króla Władysława Hermana, która pochodziła z rodu Prawdziwców. Podobno biskup był z tym rodem spokrewniony. Teoria ta i to trzeba powiedzieć wprost jest błędna, ponieważ opracowano ją na podstawie fałszywego założenia, ze król dał mu Arcybiskupstwo Krakowskie. Rzeczywiście król potrzebował ludzi światłych i doświadczonych do planu odbudowy zniszczonego kościoła w Polsce, ale wątpię by wybrał na tak odpowiedzialne stanowisko oraz do tak poważnych zadań spokrewnionego dynastią piastowską paniczyka z bogatego rodu polskiego i to w dodatku najprawdopodobniej żonatego. Godność biskupią mógł otrzymać, bo w kancelariach cesarskich, królewskich czy książęcych biskupi pracowali oraz spełniali ważne funkcje państwowe i najogólniej rzecz ujmując pomagali danemu władcy sprawować rządy w kraju ale nie arcybiskupstwo we władanie. Nie zgadzałoby się to z wizją króla Bolesława Śmiałego rozbudowy i funkcjonowania kościoła w Polsce. Do tych zadań miał król kapłanów z zakonów benedyktyńskich, najbardziej do takich prac przygotowanych zaś do kierowania kościołem biskupów z otoczenia papieża Grzegorza VII. Biskup zdrajca i buntownik mógł nadzorować niektóre prace w kancelarii króla, bo jak mniemam, do czego innego się nie nadawał.Król nie uważa biskupa Stanisława za swego najbliższego współpracownika. Nie korzysta z jego rad i nie ceni go zbyt wysoko. Nie zasiada w radzie króla ani nie jest jego kanclerzem. Tą funkcję pełni przypuszczalnie arcybiskup Gnieźnieński Bogumił. Ma o nim złe zdanie, ale go toleruje ze względu na powinowactwo z Piastami. To mniejwięcej tak jak jest dzisiaj. Krewni na stanowiskach państwowych, nieudacznicy i głąby kapuściane nic nie umieją, ale pieniądze grube biorą. Biskup św. Stanisław był typowym przedstawicielem swojej klasy tamtych czasasów, tylko trochę gorszym, bo: ma liczne procesy o przywłaszczanie sobie cudzej własności a przy tym nieźle pije i nie przepuszcza żadnej pani ani pannie ani mężatce. Podobno też nie jedną wieś spalił. Był rzecznikiem poglądów konserwatywnych oraz zdecydowanym przeciwnikiem reformy kościoła papieża Grzegorza VII. Jemu nie przeszkadza ani handel urzędami ani przekupstwo ani celibat, bo on przecież z tego żyje. Czuje się przede wszystkim panem świeckim a nie kapłanem? Król pomija go we wszystkim. Staje się osobą mało znaczącą w otoczeniu króla,co mu wybitnie nie odpowiada.Droga do spisku zostaje otwarta a spiskowcy jak wiadomo są już wszędzie na zachodzie, na południu a głównie na Mazowszu.
Można by w tym miejscu powiedzieć. Zostawmy tego nieszczęśliwego biskupa niech sobie odpoczywa w spokoju, bo może i Bóg przebaczył mu jego winy.Mówię jednak nie, ponieważ byłoby to niesprawiedliwe oraz krzywdzące dla tych wszystkich, którzy z winy spiskowców pomarli z głodu i niedoli.Ta postać wymaga uwypuklenia dla przestrogi Polaków by, nigdy i przenigdy nie stawiali na piedestale i nie budowali pomników zdrajcom ojczyzny, bo to zrodzi tylko nieporządek, bezprawie, anarchie oraz biedę i głód. Wiemy, zatem że: biskup św. Stanisław jest zdrajcą; spiskował przeciwko królowi razem z bratem króla i jego palatynem Sieciechem; był w zmowie z Czechami oraz Niemcami; aż do roku 1253 nikt z Polaków nie uważał biskupa za bohatera i świętego. Wykluczyliśmy też bezpośredni i fizyczny udział króla w zabójstwie tego świętego. O tym ostatnim trzeba kilka słów powiedzieć, ponieważ to najgłębiej zakorzeniło się w naszej pamięci i jest powszechnie wykorzystywane przez kapłanów z ambon kościelnych. Biskup został schwytany jak przypuszcza wielu na polu bitwy w obozie czeskim i oddany jako zdrajca w ręce króla. Proces biskupa jest faktem. Jak twierdzi zasadnie Tadeusz Wojciechowski odbywa się zgonie z prawem w obecności, dworu, rycerzy, biskupów oraz ludności krakowskiej po otrzymaniu zgody papieża Grzegorza VII i synodu biskupów polskich. W legendzie zabójstwa biskupa przez króla kościół wykorzystuje zdarzenie, które miało miejsce w Anglii w 90 lat później. Otóż Henryk II król Anglii na skutek konfliktu z biskupem Becketem poleca go zabić swoim zwolennikom. Ten jednak ucieka pod skrzydła papieża Aleksandra III. Papież nie udziela mu pomocy i poleca, aby się pogodził z królem. Kiedy jednak do zgody nie dochodzi, wysłannicy króla mordują biskupa Canterbury Becketa w czasie mszy przy ołtarzu? Miało to miejsce 29 grudnia 1170 r. Jednak nic takiego w procesie św. Stanisława nie miało miejsca. Jakże, więc wielką krzywdę wyrządza kościół polski swojemu przecież dobroczyńcy, tego opisać ani wyrazić w słowach się nie da.
Wielu historyków uważa ze: proces biskupa odbył się według wszelkich przyjętych procedur a kara została wymierzona zgodnie z obowiązującym prawem zwyczajowym; król jako zwolennik reformy kościoła Papieża Grzegorza VII nie narażałby się na jego gniew skazaniem na śmierć bez jego zgody mało znaczącego biskupa w życiu politycznym, chociażby z tego względu, ze był zbyt mądrym władcą i dobrym politykiem; król ma zgodę na proces biskupa zarówno papieża i synodu biskupów polskich przed jego obliczem, bowiem nigdy i przez nikogo nie został podniesiony wobec króla zarzut bezprawnego albo zbyt surowego ukarania biskupa; biskup, jeśli był metropolitą krakowskim to: Naruszył trzy zasady ustalone przez papieża GrzegorzaVII a jeśli tylko biskupem to, co najmniej dwie tzn. brał udział w wojnie i został schwytany na polu walki, nie godził się na celibat oraz był przeciwny zmniejszeniu arcybiskupstwa krakowskiego, przez co mógł być pozbawiony stanowiska oraz wykluczony ze społeczności chrześcijańskiej.
W sprawie biskupa nie wpłynęła żadna skarga ani apelacja do Stolicy Apostolskiej. Nigdy też Stolica Apostolska nie podważyła wyroku wydanego na biskupa przez króla, nie potępiła ani nie wyklęła. Nie uczynił tego również papież Klemens wybitnie przecież proniemiecki ani późniejsi papieże z prostego powodu. Byłoby to usankcjonowanie przez kościół skrytego morderstwa króla dokonanego z inicjatywy i na polecenie Cesarstwa Niemieckiego. Przecież za tego Króla modlą się najbardziej reformatorskie zakony w całej Europie Otóż rozważmy czy król mógł postąpić inaczej niż skazanie biskupa na śmierć? Gdyby to był czas pokoju a nie wojny domowej, to może by król ze względu na biskupie szaty, które nosił zastosowałby łagodniejszą karę np. kazał zamknąć biskupa w klasztorze albo wygnał go skraju.Ale widocznie hardo się stawiał, na szalę sprawiedliwości swoją godność biskupią składał, skruchy nie wykazywał i klątwą straszył, to i król dla niego dobrego słowa nie miał i okoliczności łagodzących nie znalazł. Wówczas być może król mu odpowiedział. Zanim ty biskupie na mnie i mój lud klątwę rzucisz, to wcześniej twoja usta zamilkną i głowa twa z ramion spadnie, bo ty i twój ród przeklęty na wieki. Pewnie tak nie było, bo to mój tylko wymysł. To jest czas wojny domowej .Król nie szuka innej drogi wyjścia. Skazuje zdrajcę na śmierć tak jak prawo nakazuje. Gdyby postąpił inaczej, to zaprzeczyłby sobie i wszystkiemu temu, co wówczas miało znaczenie: prawu, zwyczajom, majestatowi królewskiemu oraz prawu i powadze kościoła w osobie papieża Grzegorza VII. Oznaczałoby to, że za zdradę, bunty, gwałty, rozboje, morderstwa, nie ma kary dla bogatych i dostojników kościoła a jest tylko dla ludzi niższego stanu. W tym względzie należy przyjąć zasadny ze wszech miar pogląd Tadeusza Wojciechowskiego, iż po ogłoszeniu wyroku egzekucja wykonana została publicznie na dziedzińcu wawelskim, a następnie szczątki wrzucono do wspólnej mogiły zapomnienia z innymi zdrajcami. Innego wyjścia nie było, ponieważ takie panowały wówczas obyczaje.Fałszem jest twierdzenie kościoła jakoby nocą jacyś zakonnicy pozbierali szczątki biskupa i potajemnie przenieśli do kościoła na skałce a to z wielu powodów: po pierwsze chciałbym zobaczyć takie odważnego zakonnika lub kapłana, który chciałby się narazić na gniew króla i skazać się na lochy więzienia za biskupa – zdrajcę; po drugie przeniesienie szczątek było niemożliwe, ponieważ na czas wojny dziedziniec był pilnie strzeżony przez rycerzy; po trzecie w tym czasie nikt biskupa nie żałował, gdyż nie uważano go ani za dobrego pasterza ani prawego i religijnego kapłana ani za świętego człowieka, tylko za podłego zdrajcę króla; po czwarte, kiedy Gal Anonim Pisze swoją kronikę nikt w tym czasie biskupa nie uważa za świętego, czy męczennika wiary i nie ma też nawet jakichkolwiek oznak kultu tego biskupa.Jest przez lud zapomniany, chociaż pamiętają go buntownicy; po piąte nie ma takiego dowodu świadczącego niezbicie na przeniesienie zwłok biskupa ze skałki do kościoła św. Michała, bo są i takie świadectwa, które mówią, ze przeniesienie szczątek następuje dopiero w 1250 r do Katedry Wawelskiej, za senioratu księcia Bolesława IV Kędzierzawego. Mówię o tym, dlatego ponieważ ostatnie otwarcie trumny biskupa pokazało w całości szkielet człowieka bez śladów łamania, posiekania czy obcinania i czaszkę na potylicy, której stwierdzono ślad wgniecenia po uderzeniu tępem narzędziem.Na temat wykopanej na terenie kościoła św. Michała w pierwszej połowie XIII wieku czaszki i bezkrytycznym stwierdzeniu, iż jest to głowa biskupa napisano tomy. Śmiać się z tego nie wypada, ponieważ napisali to podobno autorytatywni ludzie, ale wierzyć nie trzeba. Oczywiście pseudoobrońcy religii katolickiej zaczęli uzasadniać wycackane przypuszczenie, iż opis Gala o śmierci biskupa nie jest prawdziwy. Nie było żadnego sądu, tylko król kazał w lochu biskupa udusić a następnie go dobić. Takie postawienie sprawy nie wymagało już cudu zrośnięcia się ciała biskupa i pozostawienia szkieletu w całości Inna wersja głosi, ze szczątki biskupa jako relikwie porozdawano po kościołach całej Europy, w związku, z czym aby pozostałym jeszcze szczątkom nie było smutno, to włożono do trumny kości innego świętego.Pewnie, ze tak, zawsze we dwóch raźniej.Ile jeszcze kościół dołoży św. Stanisławowi okoliczności pozwalających mu żyć w pamięci ludzkiej tego nie wiem. Zaś bronić tego kościołowi nie można, bo to grzech śmiertelny.Zresztą przez to nic strasznego się nie dzieje a my przynajmniej wiemy jak głupota na głupocie stoi i głupotą jest popychana.Kościół znajduje upodobanie w porządku, więc niech go ma i nim się cieszy, bo po chrześcijańsku to przecież oraz dobra wspólnego Jego i ludu Wierzącego.
Zaś prawda jest taka jak mówi Gal. Proces się odbył i biskup zdrajca został skazany na śmierć przez obcięcie członków. Wyrok został wykonany tak jak było to w zwyczaju. Wymaga tu jednak wyjaśnienia jedna rzecz w celu odrzucenia zbędnych komentarzy i szukania, prawdy tam gdzie jej nie ma a mianowicie:, Jeśli Gal Anonim mówi, ze ktoś był zdrajcą, to był zdrajcą, jeśli mówi, ze ktoś był buntownikiem, to był buntownikiem, jeśli mówi, że ktoś był gwałcicielem,to nim był, jeśli mówi, ze ktoś był opojem to był opojem i żłopał gorzałkę jak nieboskie stworzenie, jeśli mówi ze biskup został skazany na obcięcie członków, to mu głowę obcięto, ręce i nogi połamano, poobcinano i na śmietnik wyrzucono. Oznacza to wszystko tylko tyle, ze Gal używał słów w takim znaczeniu, w jakim powszechnie były rozumiane oraz używane tzn. przez wszystkich ludzi a nie li tylko przez dostojników kościoła i wielce uczonych panów. Dla nich przecież Gal kroniki nie pisał tylko przyszłych pokoleń. Dlatego jeszcze raz powtarzam w kościele w Krakowie w sarkofagu nie ma żadnych szczątków św. Stanisława. To tylko polityczno – religijny mit robiący z nas wszystkich nieuków oraz bigotów. Miejsce na Wawelu musi być z tego biskupa oczyszczone i dane temu, który na nie sobie zapracował, czyli największemu z królów Polski Bolesławowi Śmiałemu. W czasach naszego króla święci chociażby Wojciech, Pięciu braci męczenników czy Bruno z Kwefurtu byli wyrazicielami uniwersalnego imperium chrześcijańskiego, czego zręby zaczęli budować nasi królowie Bolesław Chrobry pod kierownictwem Cesarza Niemieckiego Ottona III oraz Bolesław Śmiały pod przewodnictwem papieża Grzegorza VII. Wystarczy też przypomnieć, że Niemcy i Polska biorą udział w chrystianizacji Pomorza, Prus a nawet Skandynawii. I to było coś a przy tym mają swoich świętych i błogosławionych pomocników. Zaś biskup Stanisław czyim jest pomocnikiem? Wroga. A czego symbolem? Zdrady. Nie może i nie jest on wzorcem moralnym do naśladowania. W tym względzie nasze obyczaje i zwyczaje, nasza polskość jest niezmienna. Zdrady nie wybacza się nikomu.